środa, 20 lutego 2019

Jaka szkoda...



Jaka szkoda, że najnowszy raport NIK o nauczaniu matematyki w Polsce zamienił się w klasyczną polską napieprzankę medialną, gdzie nikt nikogo nie słucha, każdy ma swoje zdanie (co w zasadzie jest dobre) i uważa, że to zdanie jest Jedyną Prawdą Objawioną (a to jest kompletnie złe). Piętnastosekundowe media prześcigają się w szybkich diagnozach dlaczego jest źle, jak to naprawić, a w ogóle to wina tych niedouczonych dzieciaków, nauczycieli, szkoły, minister edukacji, a kiedyś to - panie - całki były i w ogóle..... KIEDYŚ TO BYŁO!!

Znalezione obrazy dla zapytania kiedyś to było

Nie słyszałem ani jednej głębszej dyskusji z ludźmi, którzy na temacie się znają. Niepotrzebne nam bowiem zdania mądrych ludzi, bo oni zwykle powiedzą że problem jest mocno skomplikowany, i nie ma prostej (sześciosekundowej) i chwytliwej rady na poprawę. Szkoda, bo fajnie byłoby porozmawiać o tym, po co uczyć matematyki, czy w ogóle uczyć, kogo uczyć - a na końcu jak uczyć. Ja swoje zdanie mam, ale niekoniecznie jest to sprawdzony i jedyny pewny sposób organizacji edukacji w Polsce, więc nie będę pisał, że tak być musi. Poza tym przy tej okazji można porozmawiać o maturach - dlaczego, dla kogo, jak trudne, z jakich przedmiotów. Ale po co, skoro jutro media zajmą się innym tematem, a pojutrze ponownie jakaś Mierzeja Wiślana albo Dwie Wieże będą na tapecie. I tak zostaniemy z fatalnie nauczaną matematyką, z fatalnymi wynikami i nieszczęśliwymi dziećmi, których zmusza się do rozwiązywania układów równań z dwoma niewiadomymi, a oni na ułamkach się potykają...

A tymczasem fantastyczny (ale serio - fantastyczny!!!) tekst w Krytyce Politycznej* o Analfabetyźmie Matematycznym. Lektura obowiązkowa. Musicie przeczytać, to jest tekst który chodził mi po głowie przy tworzeniu naszej szkoły, ale jestem za słabym tekściarzem, aby to napisać. 
Autor świetnie rozprawia się z mitem o 'humanistach', którym matematyka do niczego potrzebna nie jest, i podaje przykłady rzeczywistych zagrożeń wynikających z braku znajomości przedmiotów ścisłych - w tym matematyki. Bez opanowania jej podstaw grozi nam ekspancja ruchów antyszczepionkowych, płaskoziemców i antyewolucyjnych, i coraz więcej tego typu ozdrowień:


Chodzą mi po głowie warsztaty ze statystyki i rachunku prawdopobieństwa dla firm. Sam pamiętam (teraz ze wstydem) jakie śmiałe analizy tworzyłem, gdy pracowałem w całkiem poważnych firmach. Dzisiaj również decyzje o cenach, dystrybucji czy promocjach są podejmowane na podstawie pseudo-analitycznego bełkotu. Warto byłoby nie tylko popracować nad dziećmi, ale i nad dorosłymi...

Jeśli ktoś z Was jest zaangażowany w tworzenie prognoz, modeli ryzyka, analiz lub projekcji, a nie ma dobrej bazy teoretycznej - dla waszego dobra - przeszukajcie internet, jest pełno narzędzi lub materiałów online, które Wam pomogą. Warto!!!

Na deser, warto poczytać wypowiedzi na forum pod artykułem o analfabetyźmie. Polskie piekiełko w pełnej krasie. A największe kopy autor otrzymuje od tych - którzy powinni go bronić - od przedstawicieli nauk ścisłych. Chrystusie... 

* nie, nie czytuję regularnie Krytyki Politycznej, takim kozakiem nie jestem, tekst wpadł przez przypadek do maila :-)


środa, 16 stycznia 2019

Kiedyś to było...

Bum - i już jesteśmy w 2019. Pędzi fala codzienności, z coraz bardziej panicznymi telefonami od rodziców gimnazjalistów lub ósmoklasistów. Strajki nauczycieli, przymusowe ferie, dzieci się cieszą, rodzice martwią nie tylko logistyką dnia codziennego, ale też brakami w realizacji programu. Kołomyja.

A po co to wszystko? Po co chodzimy do szkoły? Po co się uczymy? Czy powinnismy się uczyć? Wszyscy? Czego?

Bardzo ciekawy tekst przeczytałem o coraz bardziej popularnych programach do rozwiązywania zadań z matematyki (i nie tylko). I od razu jazda, że to umożliwia ściąganie, niedozwoloną pomoc na sprawdzianach i testach...
Przeglądając opinie widzę główny prąd dyskusji że to nie fair, bo nikt z nas nie chciałby jechać samochodem po wiadukcie projektowanym przez inżyniera, który ściągał na egzaminach. I że w ogóle kiedyś to było, kiedyś to się uczyło, i kiedyś to szkoły wypuszczały samych mega - wynalazców (to o moim pokoleniu). Hur dur, hur dur, kiedyś to było...

Podobny obraz

Ale to jest fenomenalne narzędzie - tak myślę po przejrzeniu tego cuda. Nie tylko rozwiązuje większość zadań  typu 'jaki jest wynik', ale również pokazuje je krok po kroku. Pozwala samemu w domu, bez pomocy nauczyciela, pracować nad nowymi tematami. Ale jego popularnośc pokazuje dużo głębszy problem w naszym nauczaniu matematyki - skupienie na rachunkach, na biegłości w przekształceniach, zastosowaniach wzorów, w obliczaniu wyrażeń. Katujemy uczniów kolejnymi piętrowymi ułamkami, łańcuchowymi wyrażeniami, pierwiastkami z pierwiastków z ułamków potęg. A co jest prawdziwą frajdą, co sprawia najwięcej przyjemności i jest najbliższe rozwiązywaniu zagadek rodem z Piratów z Karaibów? Zadania z treścią. Dowody. Pokaż. Dowiedź. Wykaż. Rozwiąż problem. Jednocześnie jest to największy koszmar uczniów. Jeśli zadanie zaczyna się od słów 'udowodnij' lub 'wykaż', musimy łapać dzieciaki bo wyskakują w panice przez okna. A przecież to jest własnie obszar, który zawsze będzie potrzebował ludzi. Rozwiązywanie złożonych problemów to własnie jest to, przed czym chronimy nasze dzieci mocno nieświadomie i pełni dobrych intencji z jednej strony (super tekst własnie o tym tutaj), a z drugiej strony nasze programy nauczania w każdym z przedmiotów skupione są na egzekucji ogromnych ilości prostych zadań. Podaj wynik. Zapamiętaj. Wymień.
Bardzo fajnie opisuje podejście do dowodzenia inny blog - Matematyka jakiej nie znasz. Zachęcam aby przeczytać te kilka akapitów o tym, jak w ogóle do dowodzenia podejść, a potem zacząć od prostych zadań - my z dzieckiem. Niech widzi, że my też się z tym męczymy, i tez się tego uczymy. I tak krok po kroku zaczniemy odkrywać najfajniejszą stronę matematyki. Nie wiesz jak zacząć? Bum! Tutaj za 15 złotych polskich kupisz świetną pozycję aby zacząć w podstawówce proste zadania na dowodzenie. Na ostatniej Olimpiadzie Juniorów, na drugim etapie było pięć zadań. Każde z nich na dowodzenie. Ani jedno zadanie nie miało wyniku jaki zwykle znamy, jaki można było policzyć. Ani jedno nie nadawało się do aplikacji wyliczającej wynik. Takie kompetencje są przyszłością, w takich powinniśmy coraz więcej się szkolić, ćwiczyć i trenować.
Chcesz nauczyć się wykazywać, dowodzić, opisywać rozwiązania i zacząć bawić się matematyką? Zapraszamy do nas! :-) A do prostych zadań gdzie trzeba podać wynik - używajcie apki!

p.s. jeśli któryś z podanych artykułów nie otwiera się, ponieważ jest dostępny dla subskrybentów dajcie znak, podeślę wam mailem!

piątek, 14 grudnia 2018

Pomysł na prezent pod choinkę.

Cudowny, mądry i trochę smutny wywiad z jednym z moich ulubionych Polaków - profesorem Zbigniewem Mikołejko. Wśród wielu ważnych tematów jest i fantastyczna pochwała wysiłku. Trudność, odkrywanie, zadawanie pytań, myślenie - wszystko co niełatwe, nieszybkie i niekolorowe. Takie rzeczy są warte naszych chwil na świecie. Takie wysiłki przynoszą owoce, o takich pamiętamy, one nas kształtują.

Bardzo często słyszę od rodziców, że nie ćwiczą z dziećmi matematyki (fizyki, historii, geografii, wstaw dowolny przedmiot...). Powodów jest wiele, i wszystkie rozumiem. Też jestem rodzicem, i też odczuwam to samo. Albo dorośli sami już nie pamiętają przedmiotu, albo się za bardzo denerwują, albo i jedno i drugie. Lub po prostu nie ma czasu. No ale - jak profesor Mikołejko mówi - musi być trudno, żeby było wartościowo. Żeby zadziałało...

Moja propozycja na prezent pod choinkę - dajcie dzieciom swój czas. Razem usiądźcie i zacznijcie rozkminiać matematykę.

Nie zaczynajcie od trudnych rzeczy. Uczcie się razem z dziećmi. Przecież my sami wymagamy od nich, żeby się nauczyły i opanowały ten przedmiot, więc 'ja nie umiem' nie może być dla nas wymówką! To co, oni muszą się nauczyć, a ja nie umiem - i po  sprawie? Kiedy szef (lub klient) ma dla nas jakieś zadanie, mówimy że nie umiemy? Czemu nasze dziecko ma być mniej ważne niż szef lub klient?
Nie musicie znać tematu lepiej od ucznia, możecie razem z dzieckiem się tego nauczyć. Wasz autorytet nie ucierpi, nie bójcie się!
Nie 'uczcie' dziecka matematyki. Potraktujcie to jak czas spędzony razem, nie denerwujcie się, wyluzujcie. Pogadajcie czasem o jakichś nieistotnych pierdołach, po dobrze zrobionym zadaniu obejrzyjcie odcinek Kuców z Bronksu. Zróbcie debatę czy wolicie wolmo czy szybko. Czemu nie?
Skorzystajcie z internetu w poszukiwaniu odpowiedzi. Jest pełno miejsc, gdzie są zrobione zadania z omówieniem, lub wyjaśnione twierdzenia i definicje. Polecam szczególnie Khan Academy. Po polsku!
Nie wymagajcie natychmiastowego ogarniania tematów. Nie denerwujcie się kiedy po raz dwudziesty dzieciak skraca ułamki w dodawaniu. Dlaczego? I tu mała dygresja... Lance Armstrong to nie jest wzór sportowy do naśladowania, ale na kolarstwie się znał - to każdy przyznać musi. W trakcie któregoś TdF, kiedy jeszcze był gwiazdą i wygrywał rok po roku, dziennikarze spytali go o to, na którym z trudnych górskich etapów spodziewa się ataków, które mogą rozstrzygnąć o klasyfikacji generalnej. Lance wtedy odpowiedział: Tour de France nie wygrywa się w górach. Tour wygrywa się w łóżku.

Znalezione obrazy dla zapytania lance armstrong

Nasze mięśnie nie rosną, ani nie wzmacniają się na siłowni. One to robią w domu, kiedy odpoczywamy. Nasz mózg nie uczy się tylko wtedy, gdy słyszymy o nowym twierdzeniu. On to robi na autopilocie, kiedy robimy coś innego. Odpuśćcie nerwy, po pewnym czasie zobaczycie że są efekty wspólnej nauki.

Nie zwracajcie uwagi na oceny. Jest masa mądrych artykułów o szkodliwości ocen (i taka sama ich ilość opisująca czemu oceny w obecnym świecie być muszą). Ale robicie to nie dla dobrej oceny, ale budujecie dobre życie - to musi potrwać, ale efekty mają szansę potrwać kilkadziesiąt lat :-) Na przykład tak, jak na poniższym wykładzie:



To co, do roboty rodzice?

piątek, 30 listopada 2018

Chiny, geny i MadMax

Dzisiaj będzie pesymistycznie...

Wiele razy odwołuję się do książki Homo Deus, ponieważ autor jak nikt inny potrafi połączyć pozornie odległe wątki i pokazać, jak splątany jest świat. Jak bezduszny i nieustannie prący do przodu nie dlatego, że kieruje nim jakaś siła, ale właśnie dlatego, że nie kieruje. A w związku z tym, że nie ma kierowcy, nie ma kogo poprosić żeby się na chwilkę zatrzymał na Orlenie, a my wtedy odetchniemy, hot-doga kupimy, i piwko z lodóweczki weźmiemy.

Więc pędzi ten nasz autobus, a w środku coraz goręcej. Z dziesiątków artykułów, jakie ostatnio w temacie nadchodzącej katastrofy klimatycznej widziałem lub czytałem, polecam ten. W zasadzie podawane liczby zgonów i miliardowe koszty konsekwencji zmian klimatu nie robią na nikim wrażenia, tak są ogromne. Aż nierzeczywiste. Daty są również dość odległe, jak na nasze codzienne pojmowanie świata, gdzie problemem jest raczej to czy najbliższa niedziela jest handlowa, lub czy na święta będzie śnieg. Ale polecam ten film. Nasze dzieci mają wielkie szanse w takim świecie żyć, bo nie koszty materialne są najgorsze, ale rozpad społeczeństw i obecnej kultury prawnej najbardziej przerażają.

Znalezione obrazy dla zapytania mad max world

Inna gorąca dyskusja z ostatnich dni to genetycznie modyfikowane dzieci w Chinach. Harari w Homo Deus opisywał taką przyszłość, i jej konsekwencje - pojawienie się rasy bogów, czyli genetycznie modyfikowanych super-ludzi. Zaskoczeniem nie jest więc to, że to się stało. Zaskoczeniem jest, że stało się tak prędko. A mimo ogromnych kontrowersji, dyskusji i słów potępienia dla He Jiankui, to się nie zatrzyma. Tama puściła.

Znalezione obrazy dla zapytania genetic super human

Pocieszające jest to, że ta metoda ma też ogromne możliwości czynienia dobrych rzeczy, i można jeszcze kilka wagonów tego pociągu (no bo przecież nie wszystkie) skierować na dobre tory. Ale ciekawa rzecz w związku z panem He. To Chińczyk, który rozwinął swoją karierę w Stanach, ale został ściągnięty do Chin w ramach programu Tysiąca Talentów. A jak już poczytacie co to za inicjatywa, od razu polecam lekturę tego artykułu.

I jak po lekturze? Łyso? Strasznie? Może pośmiejemy się razem z chińskich podróbek i tanich rzeczy z AliExpress? Całe szczęście, jak zauważa zarówno prof. Góralczyk jak i Harari w Homo Deus, prognozy nie muszą się spełniać. A właściwie to dobre prognozy dotyczące społeczeństw nigdy nie powinny się spełniać, ponieważ ktoś je zawczasu przeczyta, zrozumie, i podejmie właściwe decyzje tak, że czarne wizje się nie spełnią.

No dobra, ale po co pisać o tym na stronach, które - przynajmniej teoretycznie - powinny traktować o matematyce? Ano chodzi o to, że jedynym ratunkiem dla świata jest edukacja. Racjonalnie myślący ludzie, którzy rozumieją poziom splątania świata. Które odróżniają klimat od pogody, które potrafią czytać dane, i radzą sobie z rozumieniem trendów, problemów i  pozornie niezwiązanych faktów. Chcecie pomóc światu? Uczcie dzieci nauk ścisłych. Uczcie racjonalizmu, matematyki, fizyki, chemii. Uczcie biologii. Sami się dokształcajcie, pokażcie dzieciom że matematyka to nie magia. Do roboty.

Tymczasem na Marsie wylądował InSight, a u nas Radom został zawierzony opiece Matki Boskiej, radni Piotrkowa będą wkrótce debatować nad analogiczną uchwałą, a elektrownia Bełchatów - NAJWIĘKSZY truciciel w Europie - została oficjalnym partnerem rządu w nadchodzącym szczycie klimatycznym. Good luck!

piątek, 23 listopada 2018

Przychodzi baba do lekarza...

Wpadło mi do skrzynki mailowej niedawno takie coś. Długie, ale nie nużące. A niedawno nawet odkryłem, że pod prawym klawiszem myszy jest możliwość tłumaczenia strony na polski, dające zaskakująco dobrą jakość tekstu. Sprawdźcie!! Poziom i klasa rozmówców zasługuje na szacunek, a wnioski na pewno zasługują na uwagę (swoją drogą w naszych mediach brakuje mi podobnej jakości materiałów). Kto czytał Homo Deus, odnajdzie podobny kierunek prognoz rozwoju medycyny. Kto nie czytał, ten trąba i już. Z rozmowy wyłania się fascynujący opis przenikających się światów technologii, informatyki i medycyny. Najbardziej zadziwia nie sam fakt poznania pomysłów, jak używanie Crispr może wpływać na leczenie wielu chorób genetycznych, ale jak blisko w niektórych przypadkach jesteśmy do tego, aby tego typu kuracje stosować na ludziach w życiu codziennym. Wspomniałem Homo Deus z bardzo konkretnego powodu - otóż rozmówcy NYT wręcz tryskają optymizmem mówiąc o przyszłości, pozytywnym wpływie nowych kuracji, lub związkach medycyny z AI, podczas gdy Harari jest dość sporym pesymistą (a może raczej: realistą?). Mam swoje zdanie, ale każdy powinien sam wyrobić sobie swoją opinię.
W tym samym tygodniu, gdy w odcinkach czytałem wspomnianą rozmowę, taka oto 'perełka' z portalu, który stara się być poważnym :-). Dobra, nie będziemy się nabijać z tytułu i tego, jak bardzo przekłamuje rzeczywistą wiadomość. Ale zdarzenie bardzo w kontekście ogólnego tematu, czyli przyszłości medycyny jako współpracy ludzi, maszyn i algorytmów. To już się dzieje, a jeśli coś idzie nie tak, to z winy człowieka.

No dobra, ale po co w ogóle taki temat u mnie, czyli w miejscu poświęconym z grubsza matematyce? Ano znowu w rozmowach z uczniami przewijają się tematy studiów i wyborów życiowych, a medycyna jest jednym z głównych kierunków debat. W tle jest wszechwiedząco - wszechmocna postać lekarza - Boga, który swoim mistrzostwem, doświadczeniem i mądrością dokonuje cudów.


Znalezione obrazy dla zapytania religa

Nie spieram się, sam chciałbym w razie kłopotów znaleźć się pod opieką lekarza profilu Profesora Religi, ale kierunek rozwoju opieki zdrowotnej to technologia, informatyka, genetyka i robotyka które wspierają i otaczają ludzi. A w tle każdej z tych dziedzin jest matematyka, jako fundament całego gmachu wiedzy i kompetencji technicznych. Każdy, kto do umiejętności medycznych doda dotknięcie matematyki, ma większe szanse być nowym Religą, będzie bowiem lepiej rozumiał jak działają te światy które do medycyny wniknęły i dalej będą się z nią łączyć.

Przyszły lekarzu - ucz się całek, ucz się programowania, baw się algorytmami! Będą bardziej przydatne, niż Ci się wydaje!

Miłej lektury - nie zapomnijcie przeczytać całej rozmowy.

Znalezione obrazy dla zapytania da vinci robot

środa, 7 listopada 2018

Tom Cruise i M jak Miłość.

Było już o marketingu. Było o robotach. I nie wzrusza to 'humanistów'. Wszyscy mówią, że ma wzruszać, a nie wzrusza. Bo ja jestem humanistą, i matematyki nie lubię oraz nie tykam jej nawet długim kijem - mawia sporo młodych ludzi.

Będę prawnikiem! Jak Tom Cruise w filmach albo Joanna Chyłka w książkach!

Uniwersytet Harvarda jest własnie w trakcie projektu cyfryzacji dokumentów ponad sześciu milionów spraw sądowych od XVII wieku aż do dzisiaj. Pewnie kilka wyroków na czarownice też zostanie zamienionych na formę elektroniczną :-) Całego tego - nie taniego przecież - projektu nie robią po to, aby młodzym hipsterskim prawnikom ułatwić dostęp do archiwum i umożliwić szukanie precedensów bez wychodzenia z domu, siorbiąc sojowe latte. Robią to, aby zasilić proces uczenia się rozwiązań sztucznej inteligencji. Na tej bazie powstaną dziesiątki aplikacji, które będą te wszystkie SZEŚĆ MILIONÓW spraw pamiętać cały czas, z dbałością o każdy udokumentowany szczegół. I będą w stanie same analizować korelacje, ukryte powiązania, precedensy, przeciwstawne wykładnie. Coś, co dzisiaj prawnikom zabiera lata praktyki, będzie dostępne za kliknięciem myszki. A właśnie przekopywaniem się przez tony dokumentów zajmują się młodzi prawnicy, a nie brylowaniem na salach sądowych (przepraszam, Joanna i Tom).
Więc nawet jeśli pójdziesz na prawo, to twoim codziennym narzędziem będzie sztuczna inteligencja, i im lepiej będziesz z nią rozmawiał - tym lepszym będziesz prawnikiem przyszłości.

Znalezione obrazy dla zapytania tom cruise court room

A może nie prawnikiem? To malarzem. Będę malarzem!!

Grupa wizjonerskich francuskich artystów, nazywająca się Obvious, zaprogramowała algorytm który 'namalował' niedawno obraz. Śliczne to nie jest (jeszcze nie, a poza tym to kwestia gustu), ale Matko Boska - namalowały to bity i elektrony, które wcześniej 'napatrzyły' się na wiele portretów z początków XX wieku. I wcale nie chodzi mi o cenę, za jaką ten obraz został sprzedany (chociaż 430 tys. zielonych papierków robi wrażenie) ale o to, że na naszych oczach sztuczna inteligencja wchodzi w obszary do tej pory zarezerwowane dla homo sapiens od tysiącleci. Oczywiście, w najbliższej przyszłości roboty nie wykreują Picassa, nie napiszą książki jak Eco, ani wiersza jak Miłosz. Ale nie chodzi o Picassa. Chodzi o miliony 'zwykłych'  artystów, którzy swoje obrazy sprzedają za kilkaset złotych, a na codzień są grafikami w agencjach. Oni powinni się bać. 

Ja bym się bał.

Portrait of Edmond Bellamy at Christie’s in New York.

Dobra, nie będę malarzem, mam w nosie całą tę sztuczną inteligencję. Idę w sztukę filmową! Tam jest miejsce dla prawdziwych humanistów!

Przeczytałem jakiś czas temu o fascynującym eksperymencie filmowym, przeprowadzonym - jakżeby inaczej - na MIT. Otóż zostanie wyemitowany film, którego widzowie będą mieli dostęp do interfejsu zbierającego ich opinie na temat... dalszego rozwoju akcji. To tak, jakbyśmy mogli w 'M jak Miłość' zdecydować, czy wypadek stulecia Hanki wjeżdżającej w kartony zakończy się tragicznie, czy nie. Ponieważ widzów będzie wielu, to system wybierze przeważającą opcję, o ile będzie się trzymać w szerokich ramach fabuły. Czyli nie moglibyśmy kazać Hance nagle funkcjonować jako upiór - mściciel, ale moglibyśmy kazać jej dalej żyć i być żoną Marka (dobry jestem w serialach, prawda?).
Całość ma na celu zbadanie, czy 'tłum' ma jakieś preferencje, czy jego decyzje mogą podlegać jakiemuś przewidywaniu, skoro rozproszony i nie znający się tłum nie ma jednego ośrodka kontroli - jest tylko ośrodek zliczający głosy. Aktorzy na żywo będą musieli realizować decyzje widzów.
Nie wiem, czy taki film będzie ciekawy, a przynajmniej czy będzie aż tak ciekawy, jak 'M jak Miłość'. Ale wiem, że gdybym pracował w przemyśle filmowym to bardzo chciałbym się zaangażować w taki projekt. Przecież to scenariusz żywcem wzięty z 'Black Mirror'. Ale ale, przecież nie mogę w tym uczestniczyć jeśli... nie mam nic wspólnego z MIT. A nie będę miał nic wspólnego z MIT, jeśli nie ogarniam matematyki na choćby podstawowym poziomie.

Znalezione obrazy dla zapytania black mirror

Tak więc...

Puk puk.
Kto tam?
Matematyka...

p.s. Wiem, że to trochę przydługi wpis, ale raz na zawsze chciałem się rozprawić z idiotycznym używaniem słowa 'humanista' jako zbiorowej nazwy tych, którzy są słabi w naukach ścisłych. I jako słowo wytrych które na tę słabość pozwala i niejako usprawiedliwia! Oto - za Wikipedią - właściwe znaczenie słowa Humanista w kontekście edukacyjnym:

Humanizm edukacyjny

Humanizm jako prąd w szkolnictwie, zakłada, że to dziedziny, które pozwalają rozwijać ludzki intelekt są tymi, które naprawdę czynią ludzi „w pełni ludźmi”. Praktyczną podstawą jest przekonanie o istnieniu różnych możliwych do rozwijania rodzajów intelektu, takich jak zdolności analityczne, matematyczne, lingwistyczne itp. Wzmocnienie jednego z rodzajów, jak uważano, rozwija także niektóre inne jego rodzaje. Ważną postacią końca XIX wieku w humanizmie edukacyjnym był stanowy minister do spraw edukacji W.T. Harris, który wyróżnił „pięć okien duszy”: matematyka, geografia, historia, gramatyka i literatura/sztuka.

wtorek, 23 października 2018

Nareszcie coś nie o robotach.

Dosyć już o robotach, Noblach i świetlnych szczypcach. Może rzeczywiście, nie każdy musi mieć coś wspólnego z techniką, technologią, inżynierią i cyferkami. Jest na świecie miejsce i dla inżynierów, i dla pisarzy. Dla piekarzy i cukierników. Dla sprzedawców i marketingowców.
O właśnie, o marketingu mi się ostatnio przypomniało. Stare dzieje, interaktywne agencje, projekty stron, kiedy to było :-) I taki filmik mi się wyświetlił z jednego z feedów, które z poprzedniego życia mam jeszcze aktywne:

O czymże ta czterominutowa historyjka? O dinozaurach w wielkich korporacjach zapatrzonych we własną przeszłość. Ślepych na dane, rzeczywiste trendy i oczywiste zdarzenia. Okłamujących samych siebie, że ich czas jeszcze nie przeminął i chcących aby było jak kiedyś...

No i nie mogłem uciec od wrażenia, że marketingowiec który pracuje nad markami drapieżników powinien posiadać - wśród mnóstwa innych - na pewno takie kompetencje jak myślenie strategiczne, rozwiązywanie złożonych problemów, statystyka (rozumienie danych, oddzielenie osobistych preferencji, przygotowanie raportów i wniosków), myślenie krytyczne, rozumienie trendów...

Puk puk.
- Kto tam?
- Matematyka...

:-)